Jasiowa matka pyta:
- Dokąd idziesz, Jasiu?
Jaś odpowiada:
- A do Małgosi.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
Przychodzi Jaś do Małgosi:
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu! Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
Małgosia daje Jasiowi igłę. Jaś mówi:
- Bywaj z Bogiem, Małgoś.
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Jaś bierze igłę, wtyka ją w furę siana i idzie za furą do domu.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem, to ona mi dała.
- Cóż ci Małgosia dała?
- Dała mi igłę.
- Gdzie masz tę igłę, Jasiu?
- Wetknąłem ją w furę siana.
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było wetknąć igłę w rękaw.
- To nic, matko. Na drugi raz lepiej się sprawię.
- Dokąd idziesz, Jasiu?
- A do Małgosi, matko.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Przychodzi Jaś do Małgosi.
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu. Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
Małgosia daje Jasiowi nóż.
- Bywaj z Bogiem, Małgoś.
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Jaś bierze nóż, wtyka go sobie w rękaw i idzie do domu.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem, to ona mi dała.
- Cóż ci Małgosia dała?
- Dała mi nóż.
- Gdzie masz ten nóż, Jasiu?
- Wetknąłem go w rękaw.
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było włożyć nóż do kieszeni.
- To nic. Na drugi raz lepiej się sprawię.
- Dokąd idziesz, Jasiu?
- A do Małgosi, matko.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Przychodzi Jaś do Małgosi.
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu. Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
Małgosia daje Jasiowi koźlątko.
- Bywaj z Bogiem, Małgoś.
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Jaś bierze koźlątko, związuje mu nóżki i wkłada do kieszeni. Nim zaszedł do domu, koźlątko się udusiło.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem, to ona mi dała.
- Cóż ci Małgosia dała?
- Dała mi koźlątko.
- Gdzie masz to koźlątko, Jasiu?
- Włożyłem je do kieszeni.
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było prowadzić koźlątko na sznurku.
- To nic. Na drugi raz lepiej się sprawię.
- Dokąd idziesz, Jasiu?
- A do Małgosi, matko.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Przychodzi Jaś do Małgosi.
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu. Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
Małgosia daje Jasiowi kawałek słoninki.
- Bywaj z Bogiem, Małgoś.
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Jaś bierze słoninkę, owiązuje ją sznurkiem i ciągnie za sobą. Zbiegły się psy i słoninkę zeżarły. Kiedy Jaś przyszedł do domu, został mu w ręku tylko sznurek, nic więcej.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem, to ona mi dała.
- Cóż ci Małgosia dała?
- Dała mi kawałek słoninki.
- Gdzie masz tę słoninkę, Jasiu?
- Prowadziłem ją na sznurku i psi ją zeżarli
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było nieść słoninkę na głowie.
- To nic. Na drugi raz lepiej się sprawię.
- Dokąd idziesz, Jasiu?
- A do Małgosi, matko.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Przychodzi Jaś do Małgosi.
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu. Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
Małgosia daje Jasiowi cielę.
- Bywaj z Bogiem, Małgoś.
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Jaś bierze cielę, wkłada je sobie na głowę, a cielę kopie go po twarzy.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem, to ona mi dała.
- Cóż ci Małgosia dała?
- Dała mi cielę.
- Gdzie masz to cielę, Jasiu?
- Wsadziłem je sobie na głowę i całą gębę mi pokopało.
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było prowadzić cielę za sobą i postawić przy żłobie.
- To nic. Na drugi raz lepiej się sprawię.
- Dokąd idziesz, Jasiu?
- A do Małgosi, matko.
- Spraw się aby dobrze, Jasiu!
- Sprawię się dobrze. Bywaj z Bogiem, matko!
- Bywaj z Bogiem, Jasiu!
Przychodzi Jaś do Małgosi.
- Jak się masz, Małgoś!
- Jak się masz, Jasiu! Co dobrego przynosisz?
- Ja nic nie przynoszę, to ty mi coś daj.
A Małgosia na to:
- Sama z tobą pójdę.
Jaś bierze Małgosię, zawiązuje jej sznur wokół szyi, prowadzi ją za sobą i stawia przy żłobie. Po czym idzie do matki.
- Dobry wieczór, matko!
- Dobry wieczór, Jasiu! Skąd to, synku, wracasz?
- Wracam od Małgosi.
- A co jej zaniosłeś?
- Nic jej nie zaniosłem.
- A co ci Małgosia dała?
- Nic mi nie dała, sama ze mną przyszła.
- I gdzieś ty ją zostawił?
- Przyprowadziłem ją na sznurze, uwiązałem przy żłobie i zarzuciłem jej trawy za drabinkę.
- Głupioś zrobił, Jasiu, trzeba było co i raz rzucać na nią czułym oczkiem.
- To nic, zaraz się lepiej sprawię.
Poszedł Jaś do obory, powykłuwał wszystkim cielętom i baranom oczy i rzucił je Małgosi w twarz. Małgosia wpadła w złość, urwała się ze sznura i uciekła, a była przecież Jasiową narzeczoną.
Pregunta la madre a Juan:
- ¿Adónde vas, Juan?
Responde Juan:
- A casa de Margarita.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer, nada; tú me darás.
Margarita regala a Juan una aguja. Juan dice:
- Adiós, Margarita.
- Adiós, Juan.
Juan coge la aguja, la pone en un carro de heno y se vuelve a casa tras el carro.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada; ella me dio.
- ¿Y qué te dio Margarita?
- Una aguja me dio.
- ¿Y dónde tienes la aguja, Juan?
- En el carro de heno la metí.
- Hiciste una tontería, Juan; debías clavártela en la manga.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
- ¿Adónde vas, Juan?
- A casa de Margarita, madre.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer, nada; tú me darás.
Margarita regala a Juan un cuchillo.
- Adiós, Margarita.
- Adiós, Juan.
Juan coge el cuchillo, se lo clava en la manga y regresa a su casa.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada; ella me dio.
- ¿Y qué te dio Margarita?
- Un cuchillo me dio.
- ¿Dónde tienes el cuchillo, Juan?
- Lo clavé en la manga.
- Hiciste una tontería, Juan. Debiste meterlo en el bolsillo.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
- ¿Adónde vas, Juan?
- A casa de Margarita, madre.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer, nada; tú me darás.
Margarita regala a Juan una cabrita.
- Adiós, Margarita.
- Adiós, Juan.
Juan coge la cabrita, le ata las patas y se la mete en el bolsillo. Al llegar a casa, está ahogada.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada; ella me dio.
- ¿Qué te dio Margarita?
- Una cabra me dio.
- ¿Y dónde tienes la cabra, Juan?
- En el bolsillo la metí.
- Hiciste una tontería, Juan. Debiste atar la cabra de una cuerda.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
- ¿Adónde vas, Juan?
- A casa de Margarita, madre.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer, nada; tú me darás.
Margarita, regala a Juan un trozo de tocino.
- Adiós, Margarita.
- Adiós, Juan.
Juan coge el tocino, lo ata de una cuerda y lo arrastra detrás de sí. Vienen los perros y se comen el tocino. Al llegar a casa tira aún de la cuerda, pero nada cuelga de ella.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada; ella me dio.
- ¿Qué te dio Margarita?
- Un trozo de tocino me dio,
- ¿Dónde tienes el tocino, Juan?
- Lo até de una cuerda, lo traje a rastras, los perros se lo comieron.
- Hiciste una tontería, Juan. Debiste llevar el tocino sobre la cabeza.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
- ¿Adónde vas, Juan?
- A casa de Margarita, madre.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer, nada; tú me darás.
Margarita regala a Juan una ternera.
- Adiós, Margarita.
- Adiós, Juan.
Juan coge la ternera, se la pone sobre la cabeza, y el animal le pisotea y lastima la cara.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada, ella me dio.
- ¿Qué te dio Margarita?
- Una ternera me dio.
- ¿Dónde tienes la ternera, Juan?
- Sobre la cabeza la puse; me lastimó la cara.
- Hiciste una tontería, Juan. Debías traerla atada y ponerla en el pesebre.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
- ¿Adónde vas, Juan?
- A casa de Margarita, madre.
- Que te vaya bien, Juan.
- Bien me irá. Adiós, madre.
- Adiós, Juan.
Juan llega a casa de Margarita.
- Buenos días, Margarita.
- Buenos días, Juan. ¿Qué traes de bueno?
- Traer nada; tú me darás.
Margarita dice a Juan:
- Me voy contigo.
Juan coge a Margarita, la ata a una cuerda, la conduce hasta el pesebre y la amarra en él. Luego va a su madre.
- Buenas noches, madre.
- Buenas noches, Juan. ¿Dónde estuviste?
- Con Margarita estuve.
- ¿Qué le llevaste?
- Llevar, nada.
- ¿Qué te ha dado Margarita?
- Nada me dio; se vino conmigo.
- ¿Y dónde has dejado a Margarita?
- La he llevado atada de una cuerda; la amarré al pesebre y le eché hierba
- Hiciste una tontería, Juan; debías ponerle ojos tiernos.
- No importa, madre; otra vez lo haré mejor.
Juan va al establo, saca los ojos a todas las terneras y ovejas y los pone en la cara de Margarita. Margarita se enfada, se suelta y escapa, y Juan se queda sin novia.